Trzymam się całkiem nieźle. Cały dzień radzę sobie przy 55% tlenu. Pani pielęgniarka powiedziała, że jak tylko rodzice wyszli (na obiad) to się zdenerwowałam i musiała interweniować. Prawie cały czas śpię, ponieważ dostaję dużo leków przeciwbólowych i uspokajających. W ciągu dnia nie spałam 2 godziny. Rozmawiałam wtedy z rodzicami i się z nimi bawiłam.
Troska o dziecko jest pierwszym i podstawowym sprawdzianem stosunku człowieka do człowieka. JPII
Msza Święta oraz spotkanie dla rodziców po Stracie Dziecka!!! Zapraszamy
3.01.2013 ok godz 16 Marysia dołączyła do grona ANIOŁKÓW [*]
„W księdze życia Anioł zapisał datę Twoich narodzin…
Zamykając ją, wyszeptał:„ZBYT PIĘKNA DLA ZIEMI…” „
English
niedziela, 19 czerwca 2011
sobota, 18 czerwca 2011
2011-06-18
Dzisiejszy dzień minął spokojnie. Czuję się dużo lepiej niż 2 dni temu – to pewnie zasługa podanych wtedy leków, które zaczęły działać. Podejście w tym szpitalu jest zupełnie inne niż w poprzednich. Dostałam bardzo duże dawki leków na uspokojenie, ale jednocześnie zmniejszono mi troszkę parametry respiratora. Czy przyniesie to jakieś efekty na dłuższą metę? Czas pokaże… Rodzice byli przy mnie, rozmawiali ze mną, tata czytał bajki… Dziś odbyły się chrzciny mojego kuzyna Bartka. Niestety rodzice nie pojechali ponieważ bali się mnie zostawić samą w nowym szpitalu… Gdybym była zdrowa, pojechalibyśmy wszyscy…
piątek, 17 czerwca 2011
2011-06-17
Dziś o godz. 10 wyjechałam ze szpitala na Klinicznej. Tym razem pożegnałam się z nim już chyba na dobre. Wraz z rodzicami jesteśmy wdzięczni całym sercem za czas tu spędzony, za opiekę nade mną, za ratowanie mojego życia i zdrowia. Pożegnania są smutne. Przywiązaliśmy się do tego miejsca bardzo mocno… Ten szpital był dla mnie pierwszym domem… Spędziłam tu w sumie 115 dni mojego życia…
Pierwszy dzień w nowym szpitalu to dużo przeżyć: długie przyjęcie związane z podłączeniem do respiratora i mnóstwo badań. Leżę na oddziale intensywnej terapii dziecięcej. Jest tu ze mną jeszcze dwoje dzieci, chłopiec i dziewczynka, mają po 5 lat. Po godzinie 12 rodzice mogli już przy mnie być. Niestety lekarze powiedzieli, że moje płuca są fatalne. Nie dają mi dużych szans na ich wyleczenie i przeżycie. Nic nowego… Od 4,5 miesiąca wszyscy mówią, że nie mam prawa żyć, a ja bardzo chcę żyć i być zdrowa i tak łatwo się nie poddam… Rodzice zostawili mnie jak spałam. Zobaczymy co przyniosą nowe dni. Może uratować mnie tylko cud…
czwartek, 16 czerwca 2011
2011-06-16
Tak jak nam mówiono wczoraj miejsce znalazło się szybciej – jutro jadę do szpitala na ul. Polanki. Ciekawe jak tam będzie… Z kim będę leżała… Czy lekarzom uda się zdjąć mnie z respiratora… Dziś byłam bardzo słaba. Od rana miałam niską saturację, ale później się wyrównałam. Dostałam nowy antybiotyk i krew.
2011-06-15
Dzień minął w miarę spokojnie. Ale jak to jest, że u niektórych na dyżurze otrzymuję więcej tlenu a innych mniej, a mam taką samą saturację…Przez parę godzin miałam podłączone do główki EEG, które sprawdzało pracę mojego mózgu. Wszystko świadczy o tym, że mój organizm funkcjonuje poprawnie przy niższych dawkach tlenu niż zdrowy człowiek. Lekarze dzwonili do szpitala „na Polankach”, być może będzie dla mnie szybciej miejsce.
wtorek, 14 czerwca 2011
2011-06-14
Prawie cały dzień byłam grzeczna. Prawie, bo wieczorem zaczęłam już być bardzo niespokojna. Dzisiaj po raz pierwszy dostałam coś nowego do jedzenia, a mianowicie przecier marchwiowo-jabłkowy. Troszeczkę dostałam sondą do brzuszka, a troszeczkę strzykawką do buźki. Co najważniejsze udało mi się połknąć te pyszności. Jest to bardzo ważne ponieważ często wcześniaki, zwłaszcza długo oddychające za pomocą respiratora, mają z tym problemy. Jak mamusia podawała mi strzykawkę do buzi to ją ssałam. Bardzo mi smakowało. Jestem bardzo rozpieszczona, przyzwyczaiłam się, że na każdy spadek saturacji ktoś mnie przytula i teraz potrafię to wykorzystać. Również jak jestem niespokojna to rodzice biorą mnie na ręce, co uwielbiam. Ostatnio rodzice kupili ramkę z glinką, taką na której można odcisnąć rączkę czy nóżkę dziecka. Z pomocą Pani Zosi i Pani Sylwii miałam dziś odciśnięte obie nóżki i rączki. To będzie bardzo fajna pamiątka dla moich rodziców i dla mnie jak już będę duża.
poniedziałek, 13 czerwca 2011
2011-06-12
Ważę już 2800 g. Jeszcze trochę i będzie 3 kg. Ostatnio rodzice mnie nawet mierzyli. Mam około 48 cm. Wyrosłam już z pierwszych ubranek, które mi kupili ;). Szkoda tylko, że cały czas nie mam włosów. Co się kilka pojawi to zaraz się wytrą. Tak to jest jak ciągle się leży. Mama nie mogła być ze mną od rana ponieważ miała migrenę. Przyjechała dopiero popołudniu jak jej troszkę przeszło. Dzień minął spokojnie. Byłam grzeczna. Mama rozmawiała dziś z panią Magdą, którą poznała w Łodzi. Jej synek Kacperek leżał razem ze mną na oddziale. Urodził się z wadą serca polegającą na prawie całkowitym niedorozwoju lewej komory serca. W tym tygodniu miał mieć operację, ale w czwartek został aniołkiem… [*].
Drodzy rodzice Kacperka jesteśmy z Wami!
Subskrybuj:
Posty (Atom)