W najbliższą sobotę Marysia skończyłaby 2 latka...
Wieczorem pójdziemy na mszę do dzierzgońskiego kościoła, a potem na cmentarz. Chcemy uczcić Jej pamięć wypuszczając do nieba kilka lampionów. Wszystkich, którzy chcieliby przyjść, zapraszamy...
Ps. W dniu, w którym Marynia poszła do Nieba planowaliśmy napisać wpis, o tym, jak Marysia się rozwija, jak pięknie mówi, jak wspaniale zniosła podróż z Anglii do Polski, również o tym, że ma infekcję. Nie zdążyliśmy... Opiszemy to wszystko na pewno za jakiś czas...
Troska o dziecko jest pierwszym i podstawowym sprawdzianem stosunku człowieka do człowieka. JPII
Msza Święta oraz spotkanie dla rodziców po Stracie Dziecka!!! Zapraszamy
3.01.2013 ok godz 16 Marysia dołączyła do grona ANIOŁKÓW [*]
„W księdze życia Anioł zapisał datę Twoich narodzin…
Zamykając ją, wyszeptał:„ZBYT PIĘKNA DLA ZIEMI…” „
English
wtorek, 29 stycznia 2013
sobota, 5 stycznia 2013
Gdyby MIŁOŚĆ mogła uzdrawiać, a łzy wskrzeszać byłabyś z nami MARYNIU...
Zdjęcia ze świąt - była taka szczęśliwa, taka radosna...wszystkie
zabawki od Mikołaja tak bardzo jej się podobały. Były idealne, grające,
świecące...Tak się uśmiechała do nich, patrzyła na nie i wyciągała
rączkę...
Ty jesteś już w DOMU, a my jeszcze w gościnie....Do zobaczenia Maleństwo Nasze...Spotkamy się jeszcze Marysiu, przyjdziemy do Ciebie...
czwartek, 3 stycznia 2013
MARYSIA JEST JUŻ ANIOŁKIEM
DZISIAJ OK 16 MARYSIA DOŁĄCZYŁA DO GRONA ANIOŁKÓW.
ZMARŁA NAM NA RĘKACH.
NASZA MIŁOŚĆ I SENS NASZEGO ŻYCIA [*]
POGRZEB ODBĘDZIE SIĘ W SOBOTĘ 5.01.2013 O GODZINIE 12 W KOŚCIELE TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ W DZIERZGONIU
PRZEŻYŁA 23 MIESIĄCE...
środa, 26 grudnia 2012
2012-12-25
Od soboty jesteśmy w Polsce. Podróż Marysia zniosła naprawdę dobrze.
Wszystkim czytelnikom składamy serdeczne życzenia z okazji świąt Bożego Narodzenia, udanej zabawy Sylwestrowej oraz szczęśliwego Nowego 2013 Roku!!!!!!!!!!!!
poniedziałek, 10 grudnia 2012
2012-12-09
W ubiegły weekend
mieliśmy gości. Odwiedzili mnie babcia Beata i dziadek Zbyszek oraz dwie ciocie.
Odpoczęliśmy bardzo. Znów wybraliśmy się na wycieczkę do Durham. Czas minął
bardzo szybko i zanim się obejrzeliśmy, trzeba ich było zawieźć z powrotem na lotnisko…
Na szczęście wielkimi krokami zbliża się wyjazd na święta do Polski. Planujemy
zostać 2 tygodnie, ale może przedłużymy sobie urlop :q. Pobyt tylu gości był
dla mnie bardzo stymulujący. Jak tylko wyjechali zaczęłam krzyczeć „gdzie”. To
właściwie chyba moje pierwsze słowo. Gaworzę sobie co prawda od czasu do czasu,
ale teraz to właściwie „rozmawiamy”. Tata mówi „gdzie”, a ja powtarzam „dzie”,
lub „dzio”, zależy jak mi się uda ;q. Od pewnego czasu rodzice uczą mnie też
machać „papa” jak ktoś wychodzi, i czasami – jak mam humor – to pomacham.
2 tygodnie temu byliśmy
w szpitalu w celu pobrania krwi. Wizyta była udręką. Nie dość, że trzeba było
czekać godzinę, jak zawsze, to i tak po tym czasie okazało się, że nikt
kompetentny nie przyjdzie, ponieważ jest bardzo dużo nagłych przyjęć i wszyscy
są bardzo zajęci. Kilka osób próbowało pobrać mi krew, ale niestety z 12ml,
które były potrzebne, udało się pobrać tylko 2-3ml. Przy tym bardzo się
nacierpiałam i napłakałam. Niestety moje naczynka są już tak bardzo popękane,
że bardzo trudno jest pobrać ode mnie nawet małą ilość krwi. Mówiliśmy o tym
pani, która zaplanowała wizytę i prosiliśmy, żeby byli przygotowani, no ale
rozczarowaliśmy się… Nie wiemy kiedy znów będziemy mogli poświęcić dzień na
pobieranie krwi, bo tata i tak bierze dużo wolnego z pracy, a jest to bardzo
ważne, ponieważ większość potrzebnych próbek jest dla genetyków. A dopóki oni
nie zrobią badań, nie będzie decyzji odnośnie ewentualnej operacji wady serca.
Rodzice z uporem walczą
z tlenem. Przez ostatnie kilkanaście dni udaje mi się wytrzymywać większość
czasu na przepływie 0,4 litra/min. W Polsce nigdy nie byłam na tak niskim
tlenie, bo nie było nawet takich zaworów w butlach… Jutro idziemy się zapisać
do nowej przychodni. Bardzo nie chcieliśmy zmieniać lekarza, ponieważ pierwsza
pani doktor do której trafiłam była bardzo zaangażowana. Niestety osoba
odpowiedzialna za zarejestrowanie pacjentów była nam bardzo nieprzychylna i nie
chciała nas zarejestrować, ponieważ skończył mi się paszport. Tak naprawdę
powinna zarejestrować rodziców, a ja zostałabym przyjęta „na ich konto”. Szkoda
nam było lekarza, ale to nie była pierwsza sytuacja, gdy mieliśmy problemy w
tamtej przychodni, więc trzeba spróbować gdzie indziej.
Najgorsze, że będziemy
musieli powiadomić wszystkie placówki, z którymi mam do czynienia, a jest ich
sporo i w dodatku w Anglii przychodzi bardzo dużo korespondencji. Dostajemy
listy informujące o każdej zaplanowanej wizycie i podsumowania z odbytych
konsultacji, więc poinformowanie wszystkich o zmianie przychodni jest bardzo
ważne.
Tak na zakończenie
chciałam wszystkich poinformować, że po wielu tygodniach oczekiwania nareszcie
wyszła mi druga jedynka u góry. W ten sposób mam już wszystkie jedynki i
czwórki, jedną dwójkę i chyba piątkę, a następne w kolejce pchają się trójki i
kolejne dwójki.
sobota, 17 listopada 2012
2012-11-17
Tak jak zapowiadaliśmy poprzednio, pod koniec października byliśmy u okulisty. Mr. Shafiq znów dwukrotnie pogratulował rodzicom
wspaniałego dziecka ;). Jeśli chodzi o soczewkę to powiedział, że skoro jej nie
akceptuję, to zostaniemy przy okularach. Za 2 miesiące, na kolejnej wizycie
możemy spróbować jeszcze raz z soczewką, a może zmienimy okulary. Zobaczymy...
Na przełomie października i listopada gościliśmy ciocię
Magdę, która spędziła u nas prawie tydzień. Jej wizyta była dla nas czasem
odpoczynku (bynajmniej fizycznego ;q) i odreagowania. Chodziliśmy na zakupy i
na spacery. Jako, że ciocia odwiedziła nas w okresie Wszystkich Świętych, to
zgodnie z tutejszą tradycją zebraliśmy tyle dzieci ile się dało i wyruszyliśmy
w wigilię tego święta pukać do drzwi pobliskich mieszkań z zawołaniem ”trick or
treat?”. Oczywiście byliśmy fantastycznie przebrani. Ja byłam słodką dynią :q
W ubiegłym tygodniu kilka dni byłam markotna. I to
bardzo. Rodzice nie mogli uwierzyć, że bez powodu co chwilę popłakuję.
Najprawdopodobniej to przez ząbki. Tata wypatrzył, że chyba druga jedynka u
góry wychodzi – najwyższy czas! Ponadto męczy mnie trochę katarek. Rodzice nie
wykluczają jednak możliwości, że jako, że jestem coraz bardziej „kumata”, to
może po prostu próbuję swoich sił, ile można uzyskać płaczem ;).
Rodzice cały czas próbują mnie utuczyć i nic z tego nie
wychodzi. Nie chcę jeść. Jak raz zjem więcej to potem przez kilka godzin
potrafię z uporem odwracać buzię od kubeczka i zaciskać usta. Może to też wina
zębów, ale rodzice się martwią. A przecież ja jestem taką małą słodką
„Calineczką”
Na początku tego tygodnia odwiedziły nas dwie panie
terapeutki, jedna z nich będzie raz w tygodniu rehabilitować moje oczka, a
druga jest od wczesnej edukacji, czyli zapewne będzie się ze mną duuużo bawić.
Zajęcia te zaczynamy od grudnia.
W dalszym ciągu rodzice szukają dla mnie prywatnej
rehabilitacji ruchowej, najlepiej metodą Bobath. Niby metoda wywodzi się z
Anglii, ale strasznie trudno tu znaleźć terapeutów. Jest to bardzo ważne dla
mnie, ponieważ rehabilitacje, które mam raz w tygodniu polegają na tym, że
prawie całą godzinę jestem trzymana w pozycji siedzącej i fizjoterapeutka się
ze mną bawi. Bardzo lubię zabawy z panią Liz, ale taki rodzaj ćwiczeń, w
dodatku raz w tygodniu to naprawdę niewiele. Mam prawie 22 miesiące, a wciąż
nie potrafię nawet samodzielnie siedzieć, o raczkowaniu nie wspomnę...
wtorek, 23 października 2012
2012-10-22
Czas ucieka strasznie
szybko. Przepraszam za tak małą ilość wpisów. U mnie wszystko w najlepszym
porządku. Nie choruję i jestem coraz bardziej komunikatywna. W dalszym ciągu
mam 2 razy mniej leków niż przed przyjazdem do Anglii, a także żadnych
inhalacji już od ponad 1 miesiąca. Osłuchowo moje płucka też są dobre. W
ostatnim czasie mieliśmy oczywiście kilka wizyt u specjalistów. Między innymi
dostałam szkło kontaktowe do mojego lewego oczka, które miało wytrzymać w moim
oku 8 tygodni, a ja pozbyłam się go już po 15 godzinach. Pani optyk, która
zakładała szkiełko powiedziała moim rodzicom, że jak mi wypadnie to mogą
spróbować je włożyć, ale w moim przypadku jest to bardzo trudne. Próbowali już
kilkakrotnie, ale nic z tego. Tydzień temu postanowili pójść nawet do
pobliskiego szpitala w celu poproszenia okulistów o założenie mi go, ale
niestety lekarze nie zechcieli nam pomóc. W tym tygodniu jedziemy na wizytę do naszego
okulisty, zobaczymy co powie na to, że jestem taką „broją”. Póki co noszę okulary,
które bardzo lubię. Ostatnio opanowałam sztukę ściągana ich i gryzienia,
ponieważ dla mnie najważniejsze są dziś zęby, których mam coraz więcej. Na
szczęście problemy z uciążliwymi wymiotami już minęły.
Niedawno mieliśmy wizytę
u pediatry-neurologa. Pani doktor po przeczytaniu przed wizytą wielu listów na
mój temat oraz moich chorób była przekonana, że jestem w bardzo ciężkim stanie.
Była niesamowicie zaskoczona, gdy mnie poznała. Jestem ruchliwą dziewczynką,
kręcącą się i wiercącą, strasznie ciekawą świata, a zwłaszcza nowych głosów. Niestety
jestem bardzo malutka, co bardzo ogranicza mój rozwój ruchowy. Mam 20 miesięcy
i zaledwie 6 kg.
Pani doktor powiedziała, że większość dzieci z taką przeszłością jak moja nawet
nie je doustnie. Ja natomiast jem bardzo szybko. Niestety w dalszym ciągu
wyłącznie kubeczkiem, jedzenie płynne bez żadnych grudek, czyli mniej więcej
dla dziecka 4-5 miesięcznego. Jedzonko „słoiczkowe” dla dzieci powyżej 7
miesięcy ma już grudki i nawet nie pozwolę włożyć go sobie do ust, bo od razu
wymotuję. Rodzice mają nadzieję, że ząbki, których jest coraz więcej w końcu
sprawią, że zacznę jeść trochę normalniej.
Ostatnio otrzymałam
certyfikat dla osób niewidomych i niedowidzących, zostałam uznana za osobę
zupełnie niewidomą. Przeczytanie tak smutnej informacji na piśmie było przykre dla moich rodziców, ale i oni, i
lekarz wiedzą, że ja coś widzę, ile – powiem jak będę duża. Podobno jest
niewiele ludzi, którzy są zupełnie niewidomi, zazwyczaj poczucie światła lub
widzenie kontur pozostaje. Jednak sztuką jest umieć z tego korzystać. Ja
ostatnio korzystam z mojego wzroku słabo. Za to bardzo, bardzo skupiam się na
dźwiękach. Każdy nowy głos, bawiące się dzieci bardzo mnie interesują. Podczas
wizyty gromadki dzieci kuzynostwa mojego taty, mieszkających w tej samej
miejscowości co my, zawsze jestem szczęśliwa. Ostatnio słysząc ich, krzyczałam
prawie tak samo głośno, żeby zwrócili na mnie uwagę. Również gdy jestem
zainteresowana jakąś rozmową, zwłaszcza obcych dla mnie głosów podczas mojego
skupienia pojawia się u mnie oczopląs. To jest znak dla rodziców, że nie
korzystam ze wzroku.
Raz w tygodniu mam rehabilitację ruchową,
najgorszym problemem są u mnie mięśnie górnych partii ciała: ramion, szyi. Niestety
bardzo złe było to, że leżąc na OIOM-ie miałam związywane ręce wzdłuż ciała,
nie mogłam ich podnosić naturalnie jak robią to niemowlaki. Również z podnoszeniem głowy ruszyłam do przodu dopiero
po wyjęciu rurki tracheotomijnej. Podczas ćwiczenia siedzenia głowę trzymam
bardzo dobrze i pewnie. Wkrótce będę miała specjalne krzesełko terapeutyczne,
na którym będę się uczyć siedzenia. Ilość rehabilitacji nie jest dla moich
rodziców zadowalająca, dlatego ciągle szukają prywatnych. Nie jest to jednak
takie proste w Anglii, ponieważ jeśli terapeuta pracuje dla NHS (angielski
fundusz zdrowia), nie może pracować już prywatnie. Podobnie z lekarzami,
pielęgniarkami, itd. Rehabilitacja ruchowa jest dla mnie najważniejsza. Po niej
zawsze dużo kaszlę, to znaczy, że oczyszczają się moje płuca. W przyszłym roku
rodzice będą myśleć również o jakimś turnusie rehabilitacyjnym dla mnie.
Prawdopodobnie jak
ukończę 2 lata, tzn. już za 3 miesiące pójdę do przedszkola. W Anglii dla „choruszków”
takich jak ja są dwie możliwości wczesnej edukacji: przedszkole specjalne od
2,5 roku, albo przedszkole integracyjne od 2 lat. Pediatra wyraziła opinię, ze
jest za tym, abym ja poszła do przedszkola integracyjnego. Są tam specjaliści,
którzy potrafią zająć się tlenem. Rodzice mają podjąć decyzję do świąt Bożego
Narodzenia. Byłyby to 2-3 godziny dziennie. Mamusia z tatusiem są jak
najbardziej za moim pójściem do przedszkola. Oczywiście jest ogromne ryzyko, że
będę chorować, ale na pewno dla mojego rozwoju intelektualnego jest to bardzo
ważne. Zwłaszcza dlatego, że pozytywnie reaguję na dzieci.
Ostatnio mieliśmy gości
z Polski. Bardzo byliśmy szczęśliwi podczas tych wizyt, ponieważ tęsknota za
rodziną i przyjaciółmi daje się we znaki bardzo często. 2 tygodnie temu
odwiedziły mnie ciocie (siostry mamy) z wujkami, a w ostatni weekend babcia
Alicja z dziadkiem Andrzejem. Wszyscy są pod wrażeniem tego, jaka zrobiłam się
mądra.
Rodzice postanowili
podjąć trochę intensywniejszą walkę z moim uzależnieniem od tlenu. Skręcają mi
jego ilość na siłę. Czasami udaje się wytrzymać na przepływie do 0,4l/min. Saturacji
nie mam przy tym zachwycających – w tym przypadku nic się nie zmienia, o wadzie
serca nie da się zapomnieć. Jak zwykle zwyczajna moja saturacja to 70-80%,
ostatnio zdarzało się nawet 20% w nocy jak odkleiłam sobie tlen. Przy każdym
zmniejszeniu przepływu tlenu mam ponad 60%, po jakimś czasie zaczyna rosnąć do
stałej saturacji.
Wczoraj minął rok jak
po 8,5 miesiącach pobytu w szpitalu poszłam do domu. Był to niesamowity rok
walki o moje zdrowie i rozwój, która ciągle trwa. W ciągu tego czasu do
szpitala wróciłam tylko raz – na wyciągnięcie rurki tracheotomijnej, w dodatku
na własne życzenie.
Dzisiaj dostaliśmy rozliczenie 1%
podatku. W roku podatkowym 2011 zostało przekazane dla Marysi 33932,35zł. Bardzo
serdecznie dziękujemy wszystkim! Część z tej sumy już wydaliśmy w ciągu
minionego roku, głównie na rehabilitację, sprzęt medyczny oraz tlen. Kwotę,
która pozostanie na subkoncie Marysi w stowarzyszeniu przeznaczymy na
rehabilitację po powrocie do Polski, bądź na ewentualną operację, bo kwestia
wady serca jest ciągle pod olbrzymim znakiem zapytania…
Podsumowując chcemy jeszcze raz
podziękować. Zdajemy sobie sprawę, że nie jest to możliwe, aby spojrzeć każdemu
w oczy i powiedzieć „Dziękuję”, ale jesteśmy Wam wszystkim bardzo, bardzo
wdzięczni… Dobrze wiemy, że bez Waszej pomocy Marysia nie osiągnęłaby takich
sukcesów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





